wtorek, 18 kwietnia 2017

"Margo" Tarryn Fisher


Smutek to emocja, której możesz zaufać. Jest silniejszy niż wszystkie inne. Przy smutku radość wydaje się chwilowa i niepewna. Smutek trwa dłużej, jest trwalszy i z taką łatwością zastępuje pozytywne uczucia, że nawet nie poczujesz zmiany, gdy znajdziesz się w jego okowach.
Tytuł: Margo
Autor:Tarryn Fisher

– Nie, marzenia nigdy nie są bez sensu. Marzenia to plany; dzięki nim twoje serce zaczyna bić, a kiedy zacznie, zaraz za nim podąża głowa.
W Bone jest dom.
W domu mieszka dziewczyna.
W dziewczynie mieszka ciemność…

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa „pożeraczem”. Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje niczym służącą.

Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judah – starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała.

Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać… „Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból”. Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.

Najbardziej brutalna prawda to ta o nas samych.

– Nie pozwól, by nienawiść cię zniszczyła. Inaczej stracisz duszę.
                „Margo” to książka o której było dosyć głośno jakiś czas temu. Nie przepadam podążać za tłumem, więc to prawdopodobnie dlatego przeczytałam ją dopiero teraz. Z Tarryn Fisher spotkałam się wcześniej w „Never Never”, jednak trudno było mi odróżnić co napisała ona, a co Collen Hoover. Dlatego cieszę się, że mogłam sięgnąć po tą historię.

                Okładka książki jest czarno – biała, z elementami czerwonego. Przedstawia ona dziewczynę, a zamiast jej górnej części twarzy jest plątanina linii, które dają wizerunek mętliku w głowie.

                Bone to miasteczko w którym żyją ćpuny, dilerzy, samotne matki, a wokół tych ludzi mieszka Margo. Nastoletnia dziewczyna, która nazywa swój dom pożeraczem, musi patrzeć na to jak ten dom opuszczają nieznajomi mężczyźni przychodzący do jej matki, która traktuje ją jak służącą czy w niektórych momentach po prostu jak powietrze. Nie ma wysokiego mienia o siebie. Jednak myślę, że nikt by nie miał mając taką lub podobną matkę, która traktuje swoje dziecko tak jak traktowana była Margo. Jednak zmienia się to kiedy poznaje Judaha Granta.

                Judah Grant jest chłopakiem z sąsiedztwa, który jeździ na wózku. Jest on dość pozytywną osobą, która mimo swojej niepełnosprawności potrafi sobie z tym poradzić i widzi tego lepsze strony.  To właśnie dzięki niemu Margo zmienia widzenie na otaczający ją świat oraz to, że chce coś zrobić ze swoim życiem.

                Szczerze myślałam, że głównym wątkiem będzie miłość pomiędzy głównymi bohaterami. Jednak po tym, gdy siedmioletnia dziewczynka zniknęła, wykreśliłam swoją pierwszą opcję, a po kolejnych zbrodniach wykreśliłam też inne.

Z każdą zbrodnią odkrywamy coś nowego, co nas wmurowuje lub nas zadziwia, bo wszystko jest inaczej niż myśleliśmy. Taką rzeczą jest np. Margo, która jednak ma uczucia, przeżywa ból, cierpienie czy kocha. Jednak też z drugiej strony okazuje się bezlitosna, bez wyrzutów sumienia z powodu tego co robi.

                Świeżo po przeczytaniu mogę powiedzieć, że podziwiam tą autorkę. Wybrała sobie temat nie łatwy, spowodowany sześciominutowym filmikiem na youtubie, gdzie kobieta bije swoje własne dziecko. To właśnie dlatego Tarryn stworzyła Margo, gdzie wspomniała o tym w tekście po epilogu. Kobieta potrafiła dobrze manipulować naszymi umysłami, poruszyć wątek relacji matki z dzieckiem. Bardzo dobrze też ukazała świat według Judaha i Margo. Osoby chorej i zdrowej, które mają całkowicie inny pogląd na świat. Coś co na pewno mnie zaskoczyło w książce to zakończenie, które daje do myślenia.

                Zachęcam do zapoznania się z „Margo”. Książka daje dużo do myślenia oraz znajdzie się w niej naprawdę dużo wartościowych cytatów. Też zachęcam do zapoznania się z tekstem po epilogu, gdzie Tarryn mówi o tym dlaczego napisała tą książkę.

  To dlatego, że ludzie są zbudowani do życia z cierpieniem. Słabi ludzie pozwalają, by ból ich dusił, doprowadzając do powolnej, emocjonalnej śmierci. Silni ludzie wykorzystują ból, Margo. Używają go jako paliwa.
Żeby być naprawdę szczęśliwą, musisz tego chcieć. Choćby życie ci się skomplikowało, musisz zaakceptować to, co się stało, porzucić ideały i nakreślić nową mapę prowadzącą do szczęścia. 
Jeżeli masz depresję bez powodu, osądzają cię. 

sobota, 15 kwietnia 2017

"Kochając pana Danielsa" Brittainy C. Cherry


Kim chce pan być, gdy pan dorośnie? Ponieważ dorastanie nigdy się nie kończy, a marzenia rzadko gasną.

Tytuł: Kochając pana Danielsa
Autor: Brittainy C. Cherry

- Bo udawanie szczęścia to niemal jego odczuwanie. Przynajmniej póki nie przypomnisz sobie, że to tylko pozory. Wtedy jest smutno. Naprawdę smutno. Bo noszenie na co dzień maski jest bardzo trudne. A po jakimś czasie jesteś trochę przestraszony, bo maska staje się twoją częścią.
To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.
Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu ale także pełna śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa.

Ludzie nie są stworzeni, by być idealni, Danielu. Potrafimy psuć, pierniczyć i uczyć się nowych rzeczy. Nasza natura jest doskonale niedoskonała.

 Kiedy prawie wszyscy poznali twórczość Brittainy C. Cherry, ja byłam w erze dinozaurów. Niedawno z niej wracając stwierdziłam, że trzeba przeczytać jakąś książkę tej autorki i zobaczyć czym ludzie się tak zachwycają. Tak oto „Kochając Pana Danielsa” trafiło na mój czytnik. 

Historia ta opowiada o dwójce ludzi okropnie potraktowanych przez los. Ashlyn Jennings straciła bliźniaczkę, matka nie zwracała na nią uwagi, a wisienką na torcie jest przeprowadzka do ojca, który miał ją w poważaniu przez wiele lat. Jedynym plusem jest to, że to dzięki tej przeprowadzce poznała Daniela Danielsa. Daniel stracił najpierw matkę, potem brata, a na końca ojca. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że widział jak te osoby odchodzą. 

To co mogę powiedzieć o Ashlyn to, to że jest osobą, która potrafi sobie poradzić z tym całym „bałaganem”. Zdarzały się jej łzy, ale to oznacza, że ma uczucia i w stu procentach jest człowiekiem. Może to właśnie dlatego tak bardzo polubiłam jej postać. Od poznania Daniela mogliśmy zaobserwować zmiany w niej samej. Daniel Daniels (Nie jak Jack Daniels!) Gra w zespole, uczy, a przede wszystkim jest sobą. Z początku wydaje się być intrygującą osobą, ale po pewnym czasie to przemija. 

Po przeczytaniu tej książki wiem czemu ludzie tak bardzo zachwycają się nad twórczością C. Cherry. Książka jest genialna to jedyne słowo, które ciśnie mi się na usta. Chociaż z relacją jaką łączyła Daniela i Ashlyn spotkałam się nie po raz pierwszy. 

Autorka wybrała dość trudny temat do napisania, nie ze względu na wątek miłosny, lecz ze względu na wątek cierpienia po stracie bliskich osób. Podoba mi się to, że autorka nie zrobiła z Daniela „złego chłopca”, który czyta Szekspira. Tak oto mogę potwierdzić, że Daniel Daniels jest typowym mężczyzną, bez żadnych gangów, narkotyków, masochistycznych zabaw w łóżku. Wspomnę też o Hayley i Ryanie. Rodzeństwo, które po prostu uwielbiam, to też dzięki nim Brittainy wprowadziła ciekawe wątki np. o nietolerancji. 

To co mi się nie spodobało to dowiedzenie się przez innych o związku Daniela i Ashlyn. 

Podsumowując książka jest godna polecenia zważywszy, że to lekka lektura przy której można się odprężyć.

Poza tym w życiu najlepsze rzeczy wcale nie przychodzą lekko. Zdobywanie ich jest trudne, bolesne, gorzkie. I sprawia, że osiągnięcie celu ma o wiele słodszy smak.

sobota, 8 kwietnia 2017

Trylogia "Dotyk Julii" - Tahereh Mafi


Samotność to dziwna rzecz.Zakrada się cicho i niepostrzeżenie. Siada obok ciebie w ciemności. Głaszcze cię po włosach, kiedy śpisz. Owija się wokół twojego ciała i zaciska się tak mocno, że brakuje ci tchu, że zamiera twój puls, choć krew płynie coraz szybciej.

Tytuł: Dotyk Julii, Sekret Julii, Dar Julii
Autor: Tahereh Mafi
Cykl: Dotyk Julii


– Bo się boję – mówi wreszcie drżącym głosem. – Boję się, że twoja przyjaźń będzie moim końcem.


Z trylogią „Dotyk Julii” spotkałam się parę razy w księgarniach, na blogach czy może ktoś czytał w autobusie. Książki te nie interesowały mnie tak bardzo, jednak w momencie, kiedy dowiedziałam się, że ma powstać film wiedziałam, że muszę je przeczytać.

Główna bohaterka Julia Ferras od 264 dni siedzi w zamknięciu przez to, że mam moc, a może przekleństwo. Dokładniej zabija dotykiem, nawet tego nie chcąc. Julię na początku poznajemy z perspektywy uczuć, myśli, co wpływa pozytywnie na poznanie jej osoby. Wydaje się być osobą słabą, jak i płaczliwą, która nie daje sobie rady ze wszystkim. Obwinia się o to, że wylądowała, tam gdzie wylądowała. Chodź był to przypadek, a także jest dziewczyną delikatną, która bałaby się skrzywdzić motyla. W kolejnych częściach się to zmienia, co autorka pokazuje w bardzo ciekawy sposób.

Podczas swojej „przygody” Julia poznaje dwóch ważnych chłopaków w jej życiu: Adama i Warnera.

Adam Kent jest żołnierzem Komitetu Odnowy, który zmienia życie Julii diametralnie. A to wszystko przez to, że może jej dotknąć, jako jedyna osoba na świecie, ale czy na pewno? To właśnie dzięki niemu, główna bohaterka ucieka z bazy, zaczynając życie od nowa. Chłopak jest osobą odpowiedzialną, jak i pewną siebie. Dla niego liczy się bezpieczeństwo dziewczyny oraz bliskich mu osób.

Jednak żeby było ciekawiej jest jeszcze Warner. Dziewiętnastolatek, który przewodzi Sektorem 45. Jest bezwzględny i bezlitosny dla wszystkich ze swojego otoczenia. To właśnie takiego go na początku poznajemy. Dużo jego czynów odbieramy w zły sposób, jednak dowiadujemy się o tym w późniejszych częściach.


Całą trylogię przyjemnie się czyta, a przede wszystkim lekko. Ja osobiście pochłaniałam tą książkę, mówiłam sobie tylko jeden rozdział, a czytałam sto stron. Podoba mi się to jak autorka przedstawiła przemianę Julii w ciągu całej historii oraz jak to zrobiła z innymi bohaterami. Oprócz tego Tahereh Mafi przedstawiła wątek miłosny, którego myślę, że połowa się nie spodziewała.

Mimo, że książka jest dla młodzieży z miłą chęcią ją czytałam. Polecam ją, jeśli nie macie czegoś do czytania.


- Nie bój się. Nie martw się. Niczego nie żałuj, wszystko przemija - mówi miękko.


wtorek, 4 kwietnia 2017

A Tobie, kto podbije serce? – „Podbój” Elle Kennedy


Ja: Hej, wiesz może, jak zrobić lalkę voodoo?
On: Pewnie się nabijasz, ale pytanie jest na tyle głupie, że ci odpowiem. Nie wiem, jak zrobić taką lalę. Pewnie można użyć jakiejkolwiek lalki, ale wyzwaniem będzie znalezienie czarownicy, która by połączyła lalkę z twoim celem.
Tytuł: Podbój
Autor:  Elle Kennedy
Cykl: Off-Campus


— Kolejna zasada w Życiu Deana. Mów, co myślisz, myśl, co mówisz. 

— I rób, co chcesz.

On wie, co to podbój, zarówno na, jak i poza lodowiskiem. On wie, jak celnie strzelać….

Allie Hayes przechodzi kryzys. Zakończenie studiów zbliża się wielkimi krokami, a ona wciąż stoi przed dylematem, którą ścieżkę kariery wybrać. Na domiar złego leczy złamane serce po rozstaniu z wieloletnim chłopakiem. Dziki seks bez zobowiązań, by zapomnieć, nie jest lekarstwem na jej problemy, ale nie sposób oprzeć się Deanowi Di Laurentisowi, przystojniakowi z drużyny hokejowej. Tylko ten jeden raz, bo mimo że przyszłość rysuje się niewyraźnie, to jasne jak słońce, że nie ma w niej miejsca dla króla jednorazowych numerków.

Lans i pewność siebie nie wystarczy, by ją do siebie przekonać…

Dean zawsze dostaje to, czego chce. Dziewczyny, oceny, dziewczyny, uznanie, dziewczyny… To kobieciarz, zgadza się, i póki co nie spotkał kobiety odpornej na jego wdzięki. Aż poznał Allie... Przebojowa blondynka zawojowała jego świat przez jedną noc – i teraz chce, żeby zostali przyjaciółmi? O nie. To on mówi, kiedy jest koniec. Dean nie ustąpi w pogoni za swoim celem, ale gdy na drodze pojawiają się nieoczekiwane przeszkody, zaczyna się zastanawiać, czy nie nadszedł czas, by przestać zaliczać… a oddać strzał prosto w serce.

Według bezdomnego Lou z Brooklynu za każdym razem, gdy doświadczasz déjà vu, to jest to po prostu zakłócenie, do którego dochodzi w chwili, gdy obcy próbują dostać się do twoich wspomnień.
„Błąd” i „Układ” książki Elle Kennedy, które mnie zachwyciły i nie pozwoliły się uwolnić. Gdy wyszła trzecia część pt. „Podbój” byłam naprawdę szczęśliwa. Mimo, że słyszałam różne opinię na temat tej książki, musiałam ją przeczytać.

W tej historii poznajemy bliżej Allie i Deana. Allie Hayes jest współlokatorką, jak i przyjaciółką Hanny, dziewczyny Garetta. Chce być aktorką, a poza tym pragnie stałego związku. Gdy zrywa z Seanem jest zagubiona, ale nie chce do niego wracać. W noc, gdy on ma zamiar ją odwiedzić, przenosi się na weekend do domu, gdzie mieszka Garett wraz z przyjaciółmi. Jednym z nich jest Dean Di Laurentis chłopak, który uwielbia seks. Każdy na uczelni zna go z tego, że gra w hokeja, jest bogaty, seksu bez zobowiązań. To właśnie on niańczy pannę Hayes i z tego nie wynika nic dobrego.

Czytając opis książki byłam naprawdę szczęśliwa, że poznam tą dwójką trochę bardziej. W poprzednich częściach były tylko małe wzmianki o nich, a ciekawiła mnie ich historia.

Allie Hayes nie jest taką kruchą dziewczyną, jak wydawało się wcześniej. Dwudziestodwulatka ciężko stąpa po ziemi, próbując robić to, co da jej szczęście. Polubiłam jej osobowość, a przede wszystkim to, że potrafiła powiedzieć nie. Mimo, że zerwanie z Seanem ją z lekka przygnębiło to nie pozwoliła sobie do niego wrócić, bo wiedziała, że ją w pewien sposób ograniczał. Chociaż próbowała różnych sposobów by do niego napisać, a jednym z nich było oddanie telefonu Deanowi. To wtedy wypili razem alkohol.

Dean Di Laurentis hokeista, który przespał się z większością dziewczyn na uczelni. Pierwsza myśl fuckboy, jednak po głębszym poznaniu jego osoby możemy mieć mieszane uczucia, co do tego. Sama takie miałam, jednak z każdą stroną one się zmniejszały, a pozytywne uczucia względem bohatera narastały. Szczególnie patrząc jak się zmieniał dla Hayes.

Książka jest naprawdę dobra. Nie brakuje w niej humoru, co wpływa na plus. Czyta się ją lekko i szybko, zaczynając przygodę z tą dwójką nawet się nie zorientowałam, że dotarłam do końca. Może są jakieś wątki nierozbudowane, ale osobiście się ich nie dopatrzyłam.

Podsumowując książkę naprawdę polecam. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości żeby ją przeczytać myślę, że warto. Chociażby po to by wymienić się zdaniami z innymi.

- Ojej, spójrz tylko na niego, G, jest taki słodki, gdy śpi.- Istny aniołek.- Bardzo puszczalski aniołek.


Układ / Błąd / Podbój / The Goal

piątek, 31 marca 2017

Podsumowanie marca



Kolejny miesiąc za nami, pogoda zmienia się na ładniejszą, a przede wszystkim robi się cieplej. Wiosno witaj! Co u nas działo się podczas tego miesiąca? Myślę, że nie dużo rzeczy. Obie jesteśmy w klasie maturalnej, co utrudnia nam czytanie. Nic dziwnego, nauczyciele muszą mieć skądś oceny. Mam nadzieję, że znajdziemy więcej czasu na czytanie, jak i inne hobby po zakończeniu. Niestety, w tym miesiącu tylko ja mogę się podzielić wynikami, ponieważ Koala niedysponuje czasem.

Na dzień dzisiejszy mamy 57 obserwatorów.
5 571 wyświetleń

Pojawiły się też dwie zaległe recenzje.
Sassy Girl
4. "Sekret Julii"Tahereh Mafi - 437 stron
5. "Dar Julii" Tahereh Mafi - 384 strony
6. "Podbój" Elle Kennedy - 448 stron

Wychodzi na to, że w tym miesiącu przeczytałam 1921 stron.

środa, 29 marca 2017

Niebo czy Piekło? "Demony. Pokusa." Lisa Desrochers



,,Jeśli istnieje piekło na ziemi, to na pewno jest nim liceum.
Tytuł: Demony. Pokusa

Autor: Lisa Desrochers

Cykl: Demony


Miłość nie istnieje, tak naprawdę.[...] To niebezpieczne wierzyć w coś, co może cię tylko zranić. Więc ja nie wierzę.
Siedemnastoletnia Frannie pochodzi z wielodzietnej katolickiej rodziny, a jej rodzice są ludźmi bardzo zasadniczymi. Dziewczyna najlepiej dogaduje się z ukochanym dziadkiem, wdowcem i pasjonatem starych aut. Jest pewna, że ostatni rok w liceum będzie równie monotonny jak poprzednie, gdy do jej klasy trafia niezwykle atrakcyjny Luc Cain. Nikt nie podejrzewa, że przysłany z piekieł Luc jest demonem, który ma posiąść nie tylko duszę Frannie. Ale Niebiosa mają inne plany. Do walki z mocami piekielnymi staje równie pociągający anioł Gabe…

Nie wierz we wszystko, co słyszysz.
„Trzeba przyznać, że piekło ma kuszące temperatury.”

Z takim nastawieniem zaczynałam czytać tą książkę, a tak naprawdę po prostu kocham tematykę aniołów i demonów. Z książką tą spotkałam się może dwa lata temu, przeczytałam i pokochałam historię trójki bohaterów. Teraz chciałam ją przeczytać, zobaczyć czy zmieniło się coś w moim nastawieniu do tej historii.

Frannie to zwykła dziewczyna, pochodząca z katolickiej rodziny oraz mająca mnóstwo sióstr. Uwielbia razem z dziadkiem majstrować przy starych samochodach. Zaczynając nowy rok, a zarazem ostatni rok w liceum nie spodziewała się, że pojawi się przystojny Luc, który jest demonem wraz z Gabem - aniołem. 

Zaczynając tą książkę po raz drugi, cieszę się, że czytałam ją po dość długiej przerwie. Zmieniło się moje postrzeganie bohaterki, która kiedyś wydawała się być niezłą postacią, teraz była po prostu irytująca. Na początku wydawała się być naprawdę okej, potem poznała Lucyfera, następnie Gabe i od tego momentu wszystko się psuje. Była ona postacią niezdecydowaną w momencie kiedy mówiła, że kocha jednego, całowała drugiego. Po prostu szkoda słów na nią. 

Wiadomo jedynie, że postać Lucyfera była demonem, a Gabe aniołem. Obydwaj byli także nieśmiertelni. Zostali zesłani na Ziemię w celu oznaczenia dziewczyny, którą jest Frannie.
W książce można powiedzieć, że są „ubytki”, nie jest ona genialna. Posiada dość ciekawą, a zarazem oryginalną fabułę. Jedynie autorka nie potrzebnie wprowadziła trójkąt miłosny, a raczej próbowała, bo nie udało jej się to. 

Podsumowując książka to dobry zabijacz czasu. Mimo swoich wad, to szybko i z miłą chęcią się ją czyta.

- No więc czym jest ta osłona? Co Luc musiałby zrobić? - Musiałaby mu wyrosnąć aureola.- Bądź poważny.

czwartek, 23 marca 2017

A co jest najważniejsze dla Ciebie? "To, co najważniejsze" Samantha Young



Kiedy kobieta, którą kochasz, wpuszcza cię do swojego łóżka, nie pozwalasz jej odejść, chyba że ona sama tego chce.

Tytuł: To, co najważniejsze
Autor: Samantha Young
Cykl: Hart''s Boardwalk

– Nie ma za co. I pamiętaj, że zawsze jestem gotowa spuścić lanie tej żmii.

– A ile kosztuje taka usługa?
– Tobie mogę przyłożyć za darmo.

Witamy w Hartwell, spokojnym, nadmorskim miasteczku, gdzie dzięki tajemnicy sprzed wielu lat pewna kobieta zrozumie, co znaczy prawdziwa miłość...

Doktor Jessica Huntington całym sercem angażuje się w problemy swoich podopiecznych z więzienia dla kobiet, ale w życiu prywatnym starannie unika związków uczuciowych. Nauczyły ją tego bolesne doświadczenia. W więziennej bibliotece odkrywa plik starych listów miłosnych i jedzie do malowniczego Hartwell, żeby dostarczyć je adresatowi. Nadmorskie miasteczko rzuca na Jessicę swój czar, ale jeszcze większe wrażenie robi na niej przystojny właściciel miejscowego baru.

Od czasu rozwodu z niewierną żoną, Cooper Lawson skupia się na tym, co najważniejsze: na rodzinie i prowadzeniu baru przy nadbrzeżnej promenadzie, który od lat znajduje się w posiadaniu Lawsonów. Jednak kiedy Jessica przekracza progi jego knajpki, gotów jest znów otworzyć swoje serce. Chociaż wzajemne przyciąganie staje się coraz silniejsze, Jessica z uporem broni się przed bliskim związkiem.

Aby przekonać ją, że jest w życiu coś, o co warto walczyć, Cooper będzie musiał ofiarować jej więcej niż tylko namiętność.

- Masz rację, czasami wszyscy musimy robić rzeczy, które nie zawsze lubimy. I wielu ludzi nie ma innego wyboru. Pracują na gównianych posadach, mieszkają w okropnych miejscach, ponieważ zawsze wiedli takie życie i nie mają siły lub możliwości, żeby sięgnąć po coś więcej. Ale ty do takich ludzi nie należysz. Jesteś wykształcona. Silna. Masz przyjaciół. Możesz dokonać wyboru. Nie musisz pracować w więziennej izbie chorych, jeśli tego nie chcesz. Nie musisz mieszkać w mieście, którego nie lubisz. Powiedz mi więc… dlaczego ci się zdaje, że nie zasługujesz na szczęście?
Z twórczością Samanthy Young spotkałam się dobre parę lat temu, widząc jej nową książkę byłam naprawdę szczęśliwa.

Jessica Huntington jest lekarzem w więzieniu dla kobiet, nie skupia swojego życia na związkach uczuciowych i woli „przyjaciela z korzyściami”. Jej życie poza pracą jest nudne i monotonne. Gdy znajduje w książce stare listy miłosne jednej więźniarki, jedzie na urlop do miasteczka, by dostarczyć listy. Małe miasteczko Hartwell ma w sobie magię oraz mnóstwo ludzi, którzy zmieniają życie Jessici na lepsze. Jedną z takich osób jest Cooper Lawson właściciel klubu, rozwodnik, a zarazem dobry facet. Oboje nie szukają miłości, bo sama się przytoczy. Wtedy Jess przekracza próg jego baru.

Biorąc do ręki książki Samanthy Young zazwyczaj nie czytam opisu, bo chce być mile zaskoczona tym co mnie w niej spotka. Książka zaczyna się od rozdziału z przyszłości, co pozwala nam poznać dwójkę bohaterów oraz to w jaki sposób się poznali. Natomiast drugi rozdział to powrót do przeszłości, a dokładniej od czego to wszystko się zaczęło. Rozdziały są pisane z dwóch perspektyw, co jest naprawdę pozytywną rzecz, dzięki temu poznajemy myślenia dwójki bohaterów.

Muszę przyznać, że na początku polubiłam Jessice. Została przedstawiona jako kobieta niezależna, która da sobie radę z większością rzeczy. Mając trzydzieści trzy lata, nie użalała się nad tym, że nie ma miłości swojego życia. Jednak poznając dalej historię, zaczęła po prostu mnie irytować. W związku najważniejsza jest szczerość, a ona mając tajemnicę nie chciała zdradzić jej Cooperowi, chociaż on i tak w pewnym momencie by się o tym dowiedział. Natomiast Cooper Lawson jest dość dobrze stworzoną postacią i nie działał mi tak na nerwy jak główna bohaterka. Zdobył też moją sympatię, że chciał walczyć o doktor Huntington.

Podobali mi się też bohaterowie poboczni, którzy nadawali kolorów tej historii. Nie powiem, nie raz zdarzało mi się bardziej zaciekawić wątkiem miłosnym kogoś innego, niż głównych bohaterów.

Książka nie jest jakąś wybitną, ale jest świetna do zabijania czasu w deszczowe dni, kiedy to możemy się przenieść do słonecznego Hartwell.


- Dla ukochanej osoby ludzie są zdolni do najniezwyklejszych czynów.